Pokazywanie postów oznaczonych etykietą transformacja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą transformacja. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 3 lutego 2015

Lifetramp - share what you love - what is my passion?

"Sylwia says that she brings natural light and life into the body and teaches how to express emotions and needs in a natural way, to recognize the inner healing movements and vibrations of the body and how to follow them with deep breathing and consciousness to release everything what is blocking natural life energy and joy." http://lifetramp.com/mentors/sylwia guzdzik

I will ask questions that will open doors and show you new paths in your minds.
A friend of mine once said that I 'form the souls' of people.
You have to know your weaknesses and learn to work with them.

poniedziałek, 2 lutego 2015

Osho's message to bodyworkers

"Massage is something that you can start but you never finish. It goes on and on, and the experience becomes continuously deeper and deeper, and higher and higher. Massage is one of the most subtle arts – and it is not only a question of expertise. It is more a question of love...
Learn the technique then forget it

Then just feel, and move by feeling. When you learn deeply, ninety percent of the work is done by love, ten percent by the technique. By just the very touch, a loving touch, something relaxes in the body.


Massage is needed in the world because love has disappeared.

If you love and feel compassion for the other person, and feel the ultimate value of him; if you don't treat him as if he is a mechanism to be put right, but an energy of tremendous value; if you are grateful that he trusts you and allows you to play with his energy – then by and by you will feel as if you are playing on an organ. The whole body becomes the keys of the organ and you can feel that a harmony is created inside the body. Not only will the person be helped, but you also.

Massage is needed in the world because love has disappeared. Once the very touch of lovers was enough. A mother touched the child, played with his body, and it was massage. The husband played with the body of his woman and it was massage; it was enought, more than enough. It was deep relaxation and part of love. 
Everybody is on guard not to be touched unless he allows it.

But that has disppeared from the world. By and by we hace forgotten where to touch, how to touch, how deep to touch. In fact, touch is one of the most forgotten languages. We have almost awkward in touching, because the very word has been corrupted by so-called religious people. They have given it a sexual color. The word has become sexual and people have become afraid. Everybody is on guard not to be touched unless he allows it.

Now in the west the other extreme has come. Touch and massage have become sexual. Now massage is just a cover, a blanket, for sexuality. In fact neither touch nor massage are sexual. They a refunctions of love. When love falls from its height it becomes sex, and then it becomes awkwugly. So be prayerful.

And make it a play. Don't do it as a job.


When you touch the body of a person be prayerful – as if God himself is there, and you are just serving him. Flow with total energy. And whenever you see the body flowing and the energy creating a new pattern of harmony, you will feel a delight that you have never felt before. You will fall into deep meditation.


While massaging, just massage. Don't think of other things because those are distractions. Be in your fingers and your hands as if your whole being, your whole soul is there. Don't let it be just a touch of the body. Your whole soul enters into the body of the orther, penetrates it, relaxes the deepest complexes.
And make it a play. Don't do it as a job, make it a game and take it yas fun. Laugh and let the other laugh too."

Osho.

piątek, 18 lipca 2014

Coaching

W kwietniu 2010 roku ukończyłam roczną Szkołę Profesjonalnego Coachingu w Krakowie w Instytucie Edykacji i Rozwoju Integralnego. Program szkoły został stworzony zgodnie z wytycznymi Izby Coachingu. 
W trakcie szkoły doświadczyłam jednego z pierwszych moich treningów interpersonalnych. Było to odmieniające doświadczenie a to dopiero był początek! Po roku szkolenia się (głównie warsztatowego) zmieniłam wiele moich własnych przekonań i wdrożyłam w życie nowe narzędzia i sposoby postrzegania problemów - koncentrując się na rozwiązaniu oraz tym co mnie wspiera w rozwiązaniu. Moja kreatywność wzrosła tak ogromnie, że początkowo byłam wciąż podekscytowana, że mam tyle rozwiązań:) Zmiany i moc pracy coachingowej doświadczyłam na sobie.

Pracowałam z ludźmi z biznesu, joginkami, artystkami, programistami, szefami zespołów, dyrektorkami koncernów, młodymi biznesmenami oraz bardzo dojrzałymi kobietami chcącymi zacząć inne życie. Pracowałam z kobietami wracającymi do życia zawodowego po macierzyństwie, mężczyznami przeżywającymi kryzys w związku, sportowcami trenującymi na-wpółprofesjonalnie.

Prowadzę sesję osobiście face-to-face bądź via Skype. W obu przypadkach sesja trwa do 60 minut lub do 90 minut w zależności od kontraktu, który sobie wypracujemy. 


W pracy z klientem cenię sobie i dążę do wzajemnej otwartości i szczerości. Zaufanie, które budujemy jest podwaliną pod bardzo konkretną pracę psychologiczną. Osobiście interesuje mnie transformacja, ale gdy klient szuka sposobów na poszerzenie świadomości i nie ma jeszcze gotowości na zmiany - zajmujemy się tym. Reszta przychodzi z czasem  - bo jest pewne że przyjdzie:)

Każde spotkanie jest indywidualne i toczy się innym rytmem. To co wszystkie spotkania łączy to prawdziwość spotkania tam siebie samego i odkrycia swojego potencjału czy schematu działania. 

Gdy odkrywamy najstraszniejsze przekonania i patrzymy im w oczy - często one pryskają jak mydlane bańki - już ich nie trzymamy w ukryciu i nie działają poza nami.


Jeśli: 
- doświadczasz trudności w życiu
- zauważasz powtarzające się historie, które nie pozwalają Tobie spełnić Twoich marzeń
- masz niesatysfakcjonujące relacje z pracownikami, bliskimi, partnerem
- nie wyrażasz złości, smutku lub przeżywasz permanentne napięcie i frustrację
- przeżywasz niepokój w relacjach z ludźmi
- masz niejasnego pochodzenia objawy psychosomatyczne
- chcesz poszerzyć swój wachlarz odbierania emocji i wrażliwości świata
- czujesz że Twoje ciało jest martwe, bez życia
- doświadczasz braku przyjemności w życiu
- utknąłeś i potrzebujesz samego siebie usłyszeć by wiedzieć gdzie dalej iść
- nie potrafisz się relaksować i szukasz wewn spokoju
- przeżywasz kryzys i potrzebujesz wsparcia
- masz dużo pomysłów ale równie wiele krytyki dla samego siebie

to możesz po kilku sesjach doświadczyć głębokiej zmiany:
Jeśli sobie TYLKO na to pozwolisz.



Ostrzegam Cię że raz rozciągnięta świadomość nie wraca na stare tory. Sam decyzdujesz na ile jesteś gotowy i ile starego niewspierającego Cie życia chcesz zostawić lub zmienić. Pamiętaj - najważniejsza praca toczy się między sesjami - w życiu!




Umów się ze mną, używając maila lub telefonu:
Sylwia Guździk
508-387-505

czwartek, 17 lipca 2014

Szukajac przyjemności w ciele. Znajdując moc w sobie.

Warsztaty przyjemności i Mocy na Mazur.

Wewnętrzny spokój, który wraca samą obecnością w otoczeniu jezior i lasu Mazur. Bose stopy na trawie podczas porannej medytacji. Lekkość pysznego jedzenia dającego energię i wspierającego Twoje zdrowie.

Szukanie mocy i radość odkrywania jej w pracy ze swoim darami i talentami. Przyjemność i głęboki relaks podczas masaży. Zapach soli i peelingów, które sama wykonasz. 


Zapraszam Cię na warsztaty Przyjemności i Mocy do pięknego i ciepłego Domu pod Dobrym Aniołem. Spędzimy tam w małym gronie 5 dni doświadczając przyjemności ciała i odnajdując i pielęgnując wewnętrzną moc.

Dzień będziemy zaczynały medytacjami w ruchu a kończyły transformującymi hawajskimi masażami lomi lomi nui.



Rozpieszczać nasze podniebienia będzie wspaniała właścicielka domu, Irenka, gotując dla nas wspaniałe zdrowe posiłki. Będziemy wspierać naszą dietę energetycznymi koktaliami opartymi o macęnasiona chia oraz spirulinę.

W ciągu dnia będziemy poszukiwały naszej mocy poprzez kolejne opowieści Jamie Sams i jej 13 pierwotnych Matek Klanowych. 
Jest to książka o docieraniu do najgłębszych pokładów siebie, by spotkać siebie prawdziwą i aby się stawać w pełni dojrzałą, świadomą siebie i innych wokół. Jest ona również o odpowiedzialności za rozwijanie i pielęgnowanie naszych talentów i darów, które otrzymałyśmy. Jest to książka o zajmowaniu się sobą, by móc w pełni doświadczać szczęścia i lekkości życia codziennego.


Celem tego warsztatu jest lekkie ale głębokie doświadczenie przyjemności bycia w sobie w każdym aspekcie tego kim dziś jesteśmy. Uruchomimy wszystkie zmysły. Wrócimy witalność poprzez ruch, medytację, masaże oraz pracę z naszymi talentami. Darami, które będziemy uczyły sie na nowo przyjmować i pielęgnować. Moją intencją jest byście mogły spotkać się w pełnej akceptacji same ze sobą i z innymi. Byście zabrały z tego pięknego miejsca pewność Waszego piękna i siły wewnętrznej oraz głębokiego relaksu. Nauczycie się również jak przygotowywać własne piligi i sole do domowej pielęgnacji ciała.


Program:
Środa 13 sierpnia 2014
16:00-17:00 zakwaterowanie
17:30-18:30 medytacja relaksacyjna, siadamy razem i poznajemy się
19:00 kolacja

Czwartek, Piątek, Sobota (14-16 sierpnia)
8:30 - medytacja poranna w ruchu
9:00 śniadanie (kawa/ herbata wg 5 przemian, kasza jaglana z przyprawami i owocami)
11:00 koktaile
11:00-14:00 warsztaty Mocy
14:30 obiad
16:00-19:00 masaże*
19:00 kolacja
20:00 medytacja wieczorna relaksacyjna

Niedziela 17 sierpnia 2014
8:30 - medytacja poranna w ruchu
9:00 śniadanie
10:00-11:30 warsztaty Mocy 
12:00 - zakończenie warsztatu

*masaże - w cenie warsztatu jest dla każdego uczestnika całościowy masaż hawajski lomi lomi nui
Istnieje możliwość wzięcia dodatkowych masaży relaksacyjnych, odchudzających lub bańką chińską.

O prowadzącej:
Sylwia Guździk - Zajmuje się wspieraniem ludzi w ich drodze ku lepszemu, bardziej świadomemu i lekkiemu doświadczaniu życia. Łączę elementy psychoterapii Gestalt z pracą z ciałem Aleksandra Lowena oraz masażami świątynnymi lomi lomi nui. Uczę oddychać, wyrażać siebie i swoje potrzeby i czerpać przyjemność z bycia w ciele. 


Doświadczenie czerpie z pracy z klientami, własnej terapii w nurcie Gestalt oraz z wieloletniego osobistego kroczenia ścieżka rozwoju wewnętrznego. 
Przez 10 lat pracowałam w biznesie jako Project Manger i coach. Jednocześnie szkoliłam się i rozwijałam pracę terapeutyczną oraz pracę z ciałem w/g Aleksandra Lowena. 

Ukończyłam roczną Szkołę Profesjonalnego Coachingu w Krakowie, roczny kurs pracy terapeutycznej w nurcie Berta Hellingera pod wspaniałym i mądrym okiem Małgorzaty Rajchert- Lewndowskiej oraz roczny staż Pomocy Psychologicznej w Instytucie Integralnej Terapii Gestalt w Krakowie. Fascynacja przemianą poprzez ciało przyszła róznolegle podczas nauki masażu hawajskiego lomi lomi nui oraz pracy terapeutycznej Gestalt.

Od 2012 roku moją codziennością są sesje pracy z ciałem, masaże i autorskie projekty rozwojowe oraz warsztaty realizowane zarówno dla osób prywatnych jak i dla biznesu. 

Moja przemiana to tantryczna podróż na Bali a potem samotna droga przez Australię i Azję. To tam odnalazłam swoją moc i odwagę, która dziś mnie prowadzi i którą się dzielę. 
W życiu osobistym kieruje mną wilczyca: wrażliwa i odważna kobieta. W relacji z drugim człowiekiem cenię spotkanie w szacunku i szczerości oraz akceptacji i otartości serca.

Poniżej znajdziesz informacje dodatkowe co robie i kim jestem:
Facebook: BodyWork Massage


O miejscu: Dom pod Dobrym Aniołem
Krzywonoga 9A, Pasym, Warmińsko Mazurskie 
http://www.poddobrymaniolem.pl/
Koszt:
Warsztat i 1 masaż w cenie - 450 zł
Nocleg  i wyżywienie - 470 zł 
(zaczynamy kolacja w środę i kończymy śniadaniem w niedzielę)

Warunkiem uczestnictwa jest wpłata zaliczki w wysokości 300 zł 
Decyduje kolejność zgłoszeń potwierdzonych wpłatą zaliczki - mamy tylko 12 miejsc

Sylwia Guździk - 49 1090 1102 0000 0000 1003 0379
w tytule przelewu: Przyjemność i Moc + Imię i Nazwisko

Informacje i zapisy: 
Sylwia Guździk,  508 387 505, sylwia.guzdzik@gmail.com

Informacje o noclegu i dojeździe:
Irena Januszewska, 510 282 911, dom@poddobrymaniołem.pl


Możliwość zakupienia po wcześniejszej informacji przed warsztatem:
1) książki 13 pierwotnych Matek Klanowych
2) Peelingu wspierającego odchudzanie i redukcję cellulitu 500g - sól z morza martwego, spirulina, ekstrakt z kawy,  olejek eteryczny cyprysowy oraz jałowcowy, olej migdalowy
3) Soli uspokajającej i oczyszczajęcej 300g - soli z morza martwego z lawendą i olejem z czarnego kminu 
4) Olejek antycelulitowy wspierający skórę naczyniową 150ml - Olejek migdałowy, olejek eteryczny cynamonowy i cyprysowy włoski, ekstrakt z miłorzębu (Ginkgo), spirulina

wtorek, 8 kwietnia 2014

Kobieta szkielet. Wyrzucona na brzeg zaufania.

Baśń eskimoska


"Była raz dziewczyna, która zrobiła coś, co nie spodobało się jej ojcu. Nikt już nie pamięta dokładnie, co to było. Ojciec zawlókł ją na urwisko i zepchnął do morza. Ryby pożarły jej ciało, wygryzły oczy. Jej szkielet leżał na dnie miotany prądami.
Któregoś dnia pewien rybak wybrał się na połów. Prawdę mówiąc, wcześniej wielu przybywało do tej zatoki. Jednak ów rybak, odpłynąwszy daleko od domu, nie wiedział, że miejscowi trzymają się od niej z daleka, powiadając, iż jest nawiedzana przez duchy.
Hak rybaka zanurzył się w wodzie i zaczepił o żebro szkieletu dziewczyny. Rybak pomyślał: “To musi być wielka ryba! Mam szczęście!" Już się cieszył, ilu ludzi wykarmi swą wielką zdobyczą, myślał, na jak długo wystarczy mięsa i że wreszcie odpocznie od wypływania w morze. Gdy mocował się z wielkim ciężarem, morze zakipiało, a kajak się zatrząsł i podskoczył, bo ta, która była pod wodą, walczyła, by się wyzwolić z liny. Im bardziej się mocowała, tym ciaśniej krępowała ją lina. Choć się szamotała, hak zaczepiony o żebro nieubłaganie ciągnął ją w górę.
Rybak obrócił się, żeby wybrać sieć, nie zauważył więc łysej czaszki nad falami, nie widział małych korali iskrzących w oczodołach, nie widział skorupiaków na starych, jak z kości słoniowej, zębach. Kiedy się odwrócił od sieci, straszna postać wypłynęła na powierzchnię i zawisła zaczepiona zębami o burtę kajaka.
Mężczyzna krzyknął i serce podeszło mu do gardła, z przerażenia wywrócił oczami, do uszu buchnęła krew. Wrzeszczał i wiosłem zepchnął ją z dzioba, po czym jak szalony zaczął wiosłować w kierunku brzegu. Nie wiedząc, że zaplątała się w jego linę, wpadł w jeszcze większe przerażenie, bo wydawało się, że stanęła na palcach i goni za nim do brzegu. Kręcił kajakiem na wszystkie strony, lecz ciągle była tuż za nim, jej oddech toczył się po wodzie obłokami pary, a ramiona machały, jakby chciały go złapać i pociągnąć w toń.
Mężczyzna wył przeraźliwie, dobijając do brzegu. Jednym susem wyskoczył z kajaka, biegł, kurczowo ściskając wędkę, a koralowobiały szkielet kobiety, wciąż zaplątany w linkę, klekotał tuż za nim. Gnał po skalach, a ona za nim. Gnał przez przemarzniętą tundrę, a ona za nim. Gnał po mięsie suszącym się na brzegu, rozdeptując je na kawałki, rozdzierając buty z foczej skóry.
Przez cały czas Kobieta-Szkielet była tuż za nim, chwytając w biegu zamarznięte ryby. Zaczęła je zjadać, bo nie pożywiała się od bardzo, bardzo dawna. Wreszcie myśliwy dotarł do swego igloo, zanurkował do tunelu i opierając się na rękach i kolanach, wczołgał do wnętrza. Dysząc i szlochając, położył się w ciemności, a jego serce waliło jak potężny bęben.
– Bezpieczny, jestem bezpieczny, dzięki, o bogowie, dzięki ci, Ravenie, dzięki, szczodra Sedno, bezpieczny... nareszcie.

Ale kiedy zapalił lampkę z oleju wieloryba ona... to coś... leżało w nieładzie na śniegowej podłodze z piętą na ramieniu, kolanem w klatce piersiowej, stopą na łokciu. Nie wiedział potem, co go do tego skłoniło, może blask światła, który zmiękczył jej rysy, a może fakt, że był samotnym człowiekiem. Dość powiedzieć, że poczuł jakąś tkliwość – powolutku wyciągnął umorusane dłonie i przemawiając miękko, nucąc jak matka do dziecka, zaczął wyplątywać ją z liny.
Najpierw uwolnił palce stóp, potem kostki. Mozolił się długo w noc, aż wszystkie kości ułożył w odpowiednim porządku, po czym ubrał ją w futro, żeby nie zmarzła.
Po omacku znalazł krzesiwo i dołożył do ognia własnych włosów, żeby lepiej widzieć. 

Spoglądał na nią od czasu do czasu, kiedy nacierał oliwą cenne drewno wędki i przewijał linkę. A ona, okutana futrem, nie przemówiła słowem – nie śmiała – bojąc się, żeby myśliwy nie wyrzucił jej na skały i nie połamał jej kości na kawałki.

Myśliwy poczuł senność, wślizgnął się pod skóry i zaczął śnić. Czasami ludzie płaczą we śnie. I choć nie wiemy, co im się wtedy śni, musi to pewnie być sen pełen smutku lub tęsknoty. To właśnie zdarzyło się myśliwemu.

Kobieta-Szkielet w blasku ognia ujrzała tę błyszczącą łzę i na jej widok poczuła ogromne pragnienie. Klekocząc, poczołgała się w stronę śpiącego mężczyzny i przytknęła usta do łzy. Ta jedna łza przemieniła się w rzekę, z której piła i piła i piła, dopóki nie ugasiła wieloletniego pragnienia.
Leżąc tak przy nim, sięgnęła w głąb piersi śpiącego i wyjęła mu serce, potężny bęben. Usiadła i zaczęła weń uderzać rytmicznie z obu stron, bum, bum, bum!
Bębniąc, zaczęła śpiewać:
–Ciało, ciało, ciało, niech powróci do mnie ciało.

Im dłużej śpiewała, tym więcej przybywało jej ciała. Wyśpiewała włosy, bystre oczy i ładne, pulchne dłonie. Wyśpiewała kobiecość między nogami, duże, ciepłe piersi i wszystko, czego potrzeba kobiecie.

A kiedy skończyła, śpiewem zdjęła ze śpiącego ubranie i położyła się przy nim, skóra przy skórze. Oddała mu serce, ten wielki bęben, włożyła je na miejsce i tak się potem obudzili, owinięci sobą, splątani po wspólnej nocy już w inny sposób, dobry i trwały.

Ludzie, którzy już nie pamiętają, dlaczego najpierw spotkał ją tak zły los, powiadają, że odeszła z rybakiem. Nigdy nie brakło im jedzenia, bo morskie stworzenia, które znała, żyjąc pod wodą, zawsze dostarczały im pożywienia. Mówią, że to prawda i że nic więcej nie wiedzą."

Clarissa Pinkola Estés, Biegnąca z wilkami




Oddaje Ci siłę. Oddaje sobie moc. Męskość dla Ciebie, dla mnie delikatność i kobiecość. Mogę się wesprzeć o Twoje ramię. Mogę być słaba. Daje mi to wewnętrzną siłę. Gdy mogę, nie potrzebuje tak bardzo. Jestem wolna od oczekiwań.
Dawanie zbyt wiele, obciąża. Ma celowość w sobie - by coś dostać. 

Mogę dostawać bez konieczności dawania. Mogę przyjmować z wdzięcznością. 


"Tak naprawdę nie uciekamy przed naszym kochankiem/kochanką tylko przed Zmianą i naszym lękiem przed nim. Psychologia rozpoznaje to jako lęk przed bliskością, lęk przed zaangażowaniem. Ale to tylko symptomy. Głęboko u ich podłoża leży niedo­wierzanie i nieufność. Ci, którzy wiecznie uciekają, boją się tak napra­wdę żyć według cykli dzikiej, integralnej natury. Śmierć goni mężczyznę po wodzie, przez granicę między nieświadomością a pewnym gruntem świadomego umysłu. Świadomość zdaje już sobie sprawę, co złowiła, i rozpaczliwie próbuje przed tym umknąć."

Koniec ze snami o uciekaniu przed Sinobrodym. Nigdy mi nie przyszło do głowy, że to może są sny o miłości i szkielecie kobiety, którą złowił rybak.. Zasypiam głęboko otulona w zaufanie do samej siebie i cykli życia i śmierci.

"Rozplatanie Kobiety-Szkieletu daje pewność, że w odradzających się ciemnościach znaleźć można otuchę, a nie strach. Złożenie szkieletu to balsam na zastarzałe rany. To zmiana sposobu patrzenia i życia wyrażająca zdrowie, a nie wyjałowienie duszy. (…) Nie wystarczy samo wyciągnięcie nieświado­mego na powierzchnię, nie wystarczy nawet przypadkowe sprowadze­nie go do domu. Miłość zatrzyma się w rozwoju, jeśli ogarnie nas strach przed szkieletem, jeśli wzbudza on w nas nieustanny wstręt. Rozwikłanie tajemnicy Kobiety-Szkieletu sprawia, że złe zaklęcie przestaje działać — lęk przed pożarciem, wieczną martwotą zaczyna ustępować. 
W mitologiach bóstwa (zazwyczaj kobiece) związane z nicią były kwintesencjami przeznaczenia, zawsze zawierały w sobie element cierpliwości i uczestnictwa w procesach sił potężniejszych niż człowiek."

poniedziałek, 7 kwietnia 2014

Płonące welony rzeczywistości

Różne drogi zaprowadziły mnie do książki "Tending the heart fire" Siva Rea, a własne doświadczenia do wniosku, że kolejny welon rzeczywistości spłonął.

Słowa Rumiego znalezione we wspaniałej książce o jodze.






sobota, 29 marca 2014

Transformacja pomiędzy słowami.


Transformacja  zachodzi głęboko, w ciszy, pomiędzy słowami. Słowa są bramą jedynie i aż. Słowa wywołują w nas emocje. Przeżywamy je poprzez ciało. Czasem gdy słowa nie chcą przyjść lub gdy emocje są głęboko schowane, zamknięte w nas, drogą do nich jest nasza cielesność. Położenie dłoni na ciele - ciepłej, szorstkiej albo kochającej, albo kiedy indziej drapieżnej. Przypomina to doświadczenie, jaka emocja została w nas zamknięta i ją uwalnia. Wynosi je do świadomości. Pozwala na przeżycie tego, co kiedyś było zbyt trudne i musiało zostać zepchnięte. Dziś może być uwolnione. Może przestać pracować w nas i mieć nas w kontroli bez naszej świadomości. Zostanie w nas doświadczenie i świadomość wyboru ale już nie przymus.


Dotykajac ciała podczas pracy z ciałem, masażu, oddechu czy ćwiczeń energetycznych pomagam wrócić klientowi do świadomego ja, do siebie. Nie potrzeba na tym etapie wielu słów, bo ciało puszczone i rozlużnione najlepiej wie jak chce być. Pomagam znależć rozlużnienie i balans. Uczę oddychać, głęboko z dżwiękiem, wydobywać głos. Szukać przyjemności i spokoju.
Otwarte gardło to wyrażanie naszych potrzeb, kreatywność również. Szczególnie dla kobiet jest to ważne, by umiały zaznaczyć własne granice - bez agresywności czy manipulacji a stanowczo i pewnie - w zgodzie ze sobą. By to mogło nastąpić wszyscy potrzebujemy czuć nasze ciała. A w nich czuć nasze emocje i to kim chcemy być na dany moment.

Bo nie jesteśmy tylko jednym. Jesteśmy wieloma. Adekwatnie do sytuacji. Gdy trzeba ulegamy, mamy ochotę, to tulimy się, gdy sytuacja wymaga tego, skaczemy do gardła i walczymy o swoje. Jesteśmy erotyczni i lubieżni w sytacjach intymnych, a w innej sytuacji wycofani i bardzo skryci. Bywamy też kurami domowymi gotując i piekąc ciasta, dbając o nasze gniazda a czasem urywamy się od wszystkich i wszystkiego i chcemy naszej samotności albo obecności czegoś zupełnie nowego. Wszystko ma odcienie. Nasze potrzeby i przejawy tego kim jesteśmy również.

Praca z ciałem wraca możliwości wyboru tego kim i jak chcesz być. 

Kim Ty pragniesz być? A może czujesz coś na końcu języka jak czasem słowo lub zdanie, które jest jak mgła ale wiesz że jest prawdziwe? Może potrzebujesz by potowarzyszyć Ci i je wydobyć, oświetlić albo wzmocnić? Jeśli już wyczuwasz, że Twoja prawda istnieje i znasz odpowiedzi ale porzucasz siebie lub nie potrafisz podążać za nią - to może być właściwy moment by sięgnąć po to.

Proponuje Ci pracę z przekonaniami/ wyborami i z ciałem. Z emocjami czasem trudnymi i mocnymi. A może to będzie zaskakująco łagodne i lekkie? Od jakiegoś czaasu doświadczam, bo wybieram lekkie transformacje - które są bardzo głębokimi. Jak by to było gdyby i Twoje były takie?

To Ty decydujesz na jakich poziomach i ile chcesz ruszyć. Z mojego doświadczenia wynika, że stany świadomości są Twoimi wyborami, Twoje ciało reaguje na Twoje emocje tak, jak tego potrzebujesz. Gdy staniesz twarzą ze swoimi prawdziwmi potrzebami, które czasem mogą Cię przerazić i zaakceptujesz, że wybierasz uwikłanie, manipulację czy strach - one odpadają jeśli tylko sobie to uświadomisz i zechcesz spróbować puścić. Puścisz tylko tyle ile jesteś gotowy, pozwolisz na tylko tyle ile jesteś gotowy.

Zaufanie i szacunek, które budujesz sam ze sobą jest najważniejszą częścią tej pracy. Ty dokonujesz wszystkich wyborów i masz pewnosć pomimo wszystko, bo SOBIE ufasz a nie w słowom moim czy kogokolwiek. Podważaj wszystko. Ucz się słyszeć swoje uczucia i potrzeby. Sprawdzaj własne projekcje i manipulacje. Wybieraj lekkość i szczęście.

Dlaczego warto?
Bo za nimi lub w nich kryje się Twoja moc i to czego pragniesz. Twoja witalność. Lekkość. To jak na prawdę chcesz doświadczać życia. Gdy dokonujesz pierwszego kroku i rozciągniesz swoją rzeczywistość NIC nie będzie takie jak było. Wpływając na siebie ruszasz wszystko wokół. Naturalną koncekwencją będzie opór systemu który był przyzwyczajony do starych wzorców. Wiec rodzina, najbliżsi i Ty sam będziesz doświadczał/ ła impasu, strachu i chęci wycofania. Wracasz do spokojnej części siebie i sprawdzasz jeszcze raz czego chcesz naprawdę dla siebie. Sprawdzasz na poziomie ciała i oddechu jeśli nie potrafisz jeszcze czytać emocji.




















Wiesz że ludzie nie boją sie najbardziej swojej słabości, niemocy ale własnej wewnętrznej mocy, która potrafi zmienić wszystko! 
Kilkukrotnie spotkałam się ze słowami "żartobliwymi" bym nie mówiła tyle o moich przemianach i szczęściu i podróżach bo może i inni się odważą - a nie są gotowi na taką rewolucję choć jej pragną.

Życzę Ci by starczało Ci odwagi by kroczyć w swoich wyborach i czuć szacunek do siebie i radość z tego co wybierasz. 

Czasem odwagą jest najwiekszą poprosić o pomoc by móc iść wybraną drogą. Taka była moja droga.

czwartek, 20 marca 2014

Z poczwarki do motyla

"Miałam trzy lata, kiedy dokonałam najważniejszego psychologicznego odkrycia w moim życiu. Odkryłam, że żywa istota, podlegając własnym, wewnętrznym prawom, przechodzi przez cykle wzrostu, umiera i odradza się w nowej postaci.


Pewnego dnia pomagałam ojcu w ogrodzie. Zawsze lubiłam mu pomagać, ponieważ rozumiał robaki, kwiaty, i wiedział, skąd się bierze wiatr. Znalazłam małą grudkę przyczepioną do gałęzi, a ojciec wyjaśnił mi, że to Pani Gąsienica zmieniła się w poczwarkę. Postanowiliśmy zabrać ją do domu i przypiąć do kuchennej zasłony. Pewnego dnia z grudki miał się wyłonić motyl." 


M.Woodman, Ciężarna Dziewica.